Kolejny błąd... Atraviel dał się skusić. Pozwolił by pragnienie
chwili wytchnienia i spokoju uśpiło jego czujność. Od kilku miesięcy
tułał się sam, nie zatrzymując nigdzie zbyt długo, najczęściej nie
pozwalając sobie na to, by ktokolwiek go choćby dostrzegł. Omijał także
gospody, a żywił się tym co udało mu się złapać lub okazjonalnie ukraść.
Spał najczęściej na gałęziach drzew, gdzie był bezpieczny przed dzikimi
zwierzętami, a także wzrokiem ludzi, którzy z rzadka dostrzegają to co
znajduje się ponad ich głowami. Ciepło ognia i pełny brzuch okazały się
początkiem końca. W jednej chwili siedział spokojnie, a jego ciężkie
powieki opadały spokojnie w słodkiej drzemce, a w następnej pan dom, w
którym gościł liczył, monety podczas gdy jego małżonka na przemian
błagała i przepraszała, a trzech uzbrojonych po zęby łowców próbowało go
związać.
Chwycił w pośpiechu swą torbę i sztylet, i zwinnie wyskoczył przez okno. Uzbrojeni mężczyźni wybiegli z chaty za nim. Jeden z nich napiął łuk, strzała trafiła celu.
Resztę Atraviel pamiętał jak przez mgłę. Komendę, ujadanie psów, krzyki, zapadający zmrok, strach i wściekłość. W końcu zimną toń wody i ból... Dużo bólu.
Chwycił w pośpiechu swą torbę i sztylet, i zwinnie wyskoczył przez okno. Uzbrojeni mężczyźni wybiegli z chaty za nim. Jeden z nich napiął łuk, strzała trafiła celu.
Resztę Atraviel pamiętał jak przez mgłę. Komendę, ujadanie psów, krzyki, zapadający zmrok, strach i wściekłość. W końcu zimną toń wody i ból... Dużo bólu.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz